środa, 29 kwietnia 2015

FIRST STEP IS THE MOST DIFFICULT...

Początki są zawsze trudne, wszyscy to wiemy dlatego też boimy się nowości, wyzwań i nowych początków. Ja podejmując decyzję o wyjeździe nie zastanawiałam się jak będzie wygladało moje Amerykańskie życie... Albo raczej myślałam tylko o tych cudownych chwilach spędzonych na ulicach Nowego Jorku :D. Bywa ciężko, szczególnie gdy przychodzi zmagać się z angielskim i wychodzą moje braki językowe. Mam szczeście, że trafiłam na cudowną rodzinę, która jest wyrozumiała i cierpliwa :). Dużo czasu spędzam w domu, bo wszędzie jest daleko i potrzebny jest do tego samochód :). Dziś odbyła się dopiero moja druga jazda (olbrzymim amerykańskim samochodem). W pierwszej chwili przerażało mnie poruszanie się po amerykańskich drogach, ale jest to zaskakująco proste! Samochód z automatyczną skrzynią biegów, który potrafi prowadzić nawet małpa :P. Zadziwiające jest jak dużo znaków STOP mają amerykańskie drogi :D Dziś prawie przeoczyłam 3 :P Mam nadzieje, że nie przeraziło to zbyt moją host mamę :D. Marzy mi się odwiedzić NYC w ten weekend ale nie wiem czy odważę się na tę samotną wędrówkę :D.
Przede mną też wybór szkoły.... Nie mam zielonego pojęcia co z tym zrobić... Hości obiecali mi w tym pomóc, więc mam nadzieję, że z ich pomocą uda mi się podjąć właściwą decyzję !

Zdjęć nie będzie ponieważ potrzebny jest do tego aparat ... więc musicie być cierpliwi ;)

P.S. Amerykańskie jedzenie jest okropne! Nie wiem jak przeżyję rok bez dobrego jedzenia....

piątek, 10 kwietnia 2015

ALMOST THERE

20 kwietnia o godzinie 20.45 postawię pierwsze kroki na amerykańskiej ziemi. Wciąż  nie potrafię w to uwierzyć, że to wszystko staje się realne, czy ja rzeczywiście to robię? czy jestem aż tak odważna?
Spotkałam się dzisiaj z dziewczynami z uczelni. Spotkanie było bardzo udane, pełne radości i uśmiechu, i chyba trochę zrobiło mi się żal, że już mnie to nie dotyczy.... Szkoda, że tak rzadko chodziliśmy na takie wypady ;). To spotkanie uświadomiło mi, że moje dotychczasowe życie było w pewnym sensie beztroskie, oczywiście pełne problemów, zmagań i codziennej walki, ale po części beztroskie....a za chwilę wyruszę sama do wielkiego świata, gdzie będę musiała borykać się z wieloma przeszkodami i to po angielsku! Odnajdę się na Upper East Side? A może się zmienię? Zniknie ta beztroska dziewczyna z Piekar a pojawi się dziewczyna z wielkiego świata, dziewczyna z Manhattanu? Mam nadzieję, że Ameryka pokocha mnie tak bardzo jak ja kocham ją już teraz! :)
Dowiedziałam się też, że moi Host rodzice wyjeżdżają i nie spotkamy się po moim przyjeździe.... Poznam dzieci i ich dotychczasową au pair a dopiero w niedzielę poznam moją rodzinkę w komplecie... W sumie jest to dobra sprawa bo będę mogła spędzić pierwsze chwile z dzieciakami i będzie mi łatwiej przełamać pierwsze lody, chociaż uważam, że dzięki temu, że jesteśmy w stałym kontakcie nie będzie z tym problemu ;)
Oby to wszystko okazało się w rzeczywistości tak fajne jak wygląda teraz ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

LET'S THE STORY BEGIN...

Cała historia zaczyna się właśnie tutaj...
Mówiąc "tutaj" mam na myśli Piekary Śląskie, piękne, spokojne i malownicze miasto... w którym nic się nie dzieje. Lubię to miasto, tutaj się urodziłam, spędziłam wiele wspaniałych chwil, mam tutaj cudownych przyjaciół i najwspanialszą rodzinę. Miasto które kocham, ale które chyba przestało mi wystarczać...
Pomyślałam, że potrzebuję zmiany, wielkiej zmiany, muszę zrobić coś ze swoim życiem bo oszaleję... i w tym momencie podjęłam decyzję... Jadę! zrobię to! Jeśli nie teraz to nigdy! Drugi raz nie będziemy młodzi i na tyle odważni. Przyznam szczerze, że odwagi wciąż dodaje mi fakt, że moje najlepsze przyjaciółki, które spędziły ze mną całe życie tutaj w Piekarach też zdobyły się na odwagę! Szczerze powiedziawszy nigdy nie zastanawiałam się na poważnie na wyjazdem na tak długo, tak daleko i w dodatku całkiem sama....  Dlatego długo się nie zastanawiając podjęłam decyzję... i oto za 13 dni rozpocznę calutki rok życia za oceanem!

Tak! dokładnie! Oto właśnie powstaje blog nr 1000395014 pewnej au pair, która decyduje się spełnić marzenia. Niektórzy pomyślą, że to już było i nie ma większego sensu pisać o tym kolejny raz.... Sama tak na początku myślałam, ale później doszłam do wniosku, że nawet jeśli mojego bloga będzie czytała tylko moja mama, to warto! warto podzielić się najważniejszymi chwilami swojego życia z ludźmi których kochasz, ale również pokazać światu, że można!  I trzeba ! Spełniajmy swoje marzenia! Odważmy się !
Skoro już podjęłam trud (17 razy zabierałam się do stworzenia bloga, ale zawsze zatrzymywałam się na etapie adresu... a gdy już to się udało, wiele godzin szukałam odpowiedniego szablonu, którego wciąż nie zalazłam :P) trzeba iść za ciosem! Mam nadzieję, że zostaniecie moimi towarzyszami podczas podróży mojego życia, na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie przez cudowne (mam nadzieję) 365 dni...

Do usłyszenia!
K.