niedziela, 17 maja 2015

FRIDAY I'M IN LOVE

Właśnie kończy się mój wolny weekend....
Jak wszyscy dobrze wiedzą po ciężkim i długim tygodniu weekend zawsze jest za krótki...
Staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę spędzoną w Ameryce, ale czasem nie mam siły wychodzić z pokoju... Jadąc tutaj myślałam, że bycie au pair to przyjemna i łatwa praca... Jakże się myliłam! Bycie au pair to nauka jak być mamą, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych i beznadziejnych, doświadczam tutaj wiele takich sytuacji, chwil w których mam ochotę krzyczeć i płakać... Początki są trudne, początki są beznadziejne... z jednej strony człowiek jest podekscytowany jak dziecko odpakowujące prezent, ale z drugiej strony musi zmagać się z tymi wszystkimi trudnościami i nowościami samemu. Prezenty które odpakowywałam przez ostatnie dwa tygodnie nie były wymarzonymi podarunkami... Sceny rodem z super niani, kiedy dziecko krzyczy i kopie przez godzinę, dziecko zapierające się, którego nie da się ubrać, ale trzeba, bo za 3 min odjeżdża autobus do szkoły, wymiociny psa z samego rana też nie wróżą dobrego dnia, zgubienie dziecka w szkole (nie z mojej winy na szczęście), spóźnienie na trening, brak benzyny w samochodzie i wiele innych niespodzianek. W takich momentach człowiek zadaje sobie pytanie  "SERIO?! dlaczego ja? Co jeszcze?" ale nie może paraliżować go strach, trzeba się mobilizować i działać, są to momenty które krztałtują, dzięki temu staję się każdego dnia silniejsza i gotowa na nowe wyzwania (błagam niech ten tydzień będzie łaskawszy dla mnie). Życie z dala od przyjaciół, rodziny, samemu w wielkim świecie, z nieoczekiwanymi przygodami jest ciężkie, ale mimo wszystko nie żałowałam swojej decyzji nawet przez chwilę. Każdego dnia staję się silniejsza i odważniejsza. No i jestem w Ameryce :D Moja amerykańska rodzina jest przecudowna! Wspierają mnie na każdym kroku i wiem, że chcą abym czuła się jak w domu. Dzieciaki są kochane i mimo iż wystawiają mnie na próbę 1000 razy na dzień są cudowne i kochane. Nie zamieniłabym ich na żadną inną rodzinę!
 Ostatni czas był też pełny wspaniałych chwil, które są niezapomniane i sprawiają, że mój pobyt tutaj jest cudowny. Zjadłam amerykańskiego hamburgera, zagłosowałam w wyborach, odwedziłam amerykański park narodowy w którym prawie zjadły nas komary, uczesniczyłam w amerykańskim barbecue oraz prawdziwej amerykańskiej imprezie,  zjadłam frozen yogurt który jest moim numerem 1 w Ameryce! prawie byłam w knajpie, ale tylko ja mogłam zapomnieć dowodu na imprezę <3, w piątkowy wieczór jadłam chińskie jedzenie (raczej amerykańskie chińskie, ale wciąż pyszne) oglądając Star Wars... mimo iż nie rozumiałam nic z tego filmu :P.
Lista rzeczy do zrobienia w Ameryce jest o wiele dłuższa więc nie mogę marnować czasu :P.
I lepiej nie myśleć o tych ciężkich chwilach :D
Dobra nuta na zakończenie mojego weekendu ;)

P.S. właśnie sobie uświadomiłam, że na mojej liście znajduje się głównie jedzenie... :D

2 komentarze:

  1. No dobra, skoro TY oglądałaś Star Wars, to znaczy, że Ameryka naprawdę cię zmieniła i wystawia na próby!! Ze mną to nigdy nie chciałaś tego oglądać.... ;(
    A z dzieciakami sobie poradzisz, bo jesteś KATE B i żadne dziecko nie jest ci straszne! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ogladalam Star Wars to myslalam o Tobie! Sama sie sobie dziwie... Cos ze mna jest nie tak... :P

    OdpowiedzUsuń